W temacie smakołyków jestem chyba ekspertem. Gdy jeszcze mogłam jeść czekoladę, potrafiłam zjadać jedną dziennie - przeważnie w ramach pocieszenia - a to że muszę się uczyć analizy matematycznej, a to że muszę zrobić jakiś projekt, a to że jest mi smutno i tak dalej. Myślę, że niejedna dziewczyna to zna;) Gdy zauważyłam, jak bardzo szkodzi mi czekolada, przerzuciłam się na ciasteczka, lody, mleczne desery... A teraz jestem na diecie bez mleka i pszenicy. I jak tu żyć? Nadal miewam napady nastroju pt. "muszę zjeść coś niezdrowego!". Może pora wybrać się na jakąś hipnozę, żeby wbili mi do głowy, że "jabłka są niezdrowe"?;)
Na szczęście zostały jeszcze galaretki, żelki, kukurydziane chrupki (tych akurat nie lubię) i... prażynki!
Z prażynek "nadaje się" tylko jedna ich wersja - prażynki solone, firmy Intersnack. Inne mają glutaminiany sodu i inne dziadostwo. Te "tylko" masę tłuszczu (olej palmowy, skrobia ziemniaczana, grysik ziemniaczany i sól).




